Ewa Koprowska: Biegaj w Karkonoszach

Jestem biegaczem. Koziorożcem. Kocham góry i uciekam tam, aby odpocząć, naładować akumulator, poprawić kondycję psychiczną i fizyczną. Do tej pory stąpałam do góry krok za krokiem w ciężkich butach, czerpiąc przez podeszwy energię matki ziemi. W tym roku postanowiłam wzorem mojej zodiakalnej rogatej braci zmienić buty na lżejsze i trochę pobiegać. Do pełni szczęścia nie brakowało tym razem niczego. Udało się wyjechać razem z tymi, których kocham. Z moją rodziną.

Gdzie jechać?
Wiadomo, że w góry. Chłopaki spędzali męski tydzień w Górach Stołowych. Tam dołączyłam do nich na weekend, stamtąd ruszaliśmy na biegowe górskie szlaki. Jak teraz znaleźć właściwy obóz? Z pomocą przyszedł doktor Google i kilka krótkich rozmów telefonicznych. Szukałam ludzi, którzy kochają góry. Szukałam obozu biegowego, na który mogę pojechać z dziećmi i skorzystać z części zajęć w miarę naszych (moich i chłopców) możliwości. Chciałam mieć możliwość założyć plecak i pójść w góry zamiast treningu, który będzie dla nas za ciężki. Nie szukałam obozu wyczynowego. Szukałam ostoi, enklawy, gór i życzliwości. Znalazłam.

Przesłany przez organizatora plan zajęć został przeanalizowany i dostosowany do moich możliwości przez trenera #biegajnazdrowie. Grzegorz dał mi garść wytycznych i życzył powodzenia. Dobrze mnie rozumiał, wiedział, że ten wyjazd jest mi potrzebny. Powiedział, że to ostatni moment przed 37. PZU Maratonem Warszawskim na tego typu ekscesy. Bał się kontuzji przed biegiem.

Biegaj w Karkonoszach
Pojechaliśmy do Jakuszyc na tygodniowy obóz, który kończył się startem w ramach Letniego Biegu Piastów. Jakuszycka Dycha była dla mnie wyzwaniem w sam raz. Góry niezbyt wysokie. Krajobrazy – przepiękne. Dystans znany i lubiany. Zadaniem na ten tydzień było wzmocnienie wytrzymałości tak, abym nie „spaliła się” na podbiegu. Naukę prawidłowego rozłożenia sił kadra trenerska rozpoczęła od pierwszego dnia podczas wycieczki biegowej po okolicznych ścieżkach. Nauczyłam się wyczuwać ten moment, gdy muszę zwolnić, aby płynnie pokonać wzniesienie. Nauczyłam się wykorzystywać zachowane przy podbiegu siły i grawitację podczas zbiegu w dół. Czułam się jak kozica w górskim raju.

Obóz został zorganizowany przez trzech fantastycznych ludzi. Darek Kruczkowski – multimedalista Mistrzostw Polski na bieżni, ulicy, w przełajach i w górach. Wysokiej klasy sportowiec i niesamowita osobowość. Dzięki niemu podniosłam swoją wytrzymałość i pokochałam bieganie po górach. Tomek – żywe srebro, organizator wszystkiego, widzący i wiedzący wszystko. Dzięki niemu niemożliwe stawało się możliwe. Leszek – kaowiec, przewodnik, fotoreporter, żywy tempomat i cudowny bajarz. Pokazywał nam urokliwe miejsca, zapomniane punkty widokowe. Chłopcy, pomimo późnej pory i zmęczenia, nie chcieli odpuścić wieczornego „spaceru z Leszkiem”.

Kolejny raz przekonałam się, że góry łączą ludzi, którzy je kochają. Nasza kilkunastoosobowa grupa, o mocno zróżnicowanej strukturze, niesamowicie zżyła się ze sobą. Dobrze było razem wędrować, potem moczyć zmęczone nogi w lodowatej wodzie, potem stękać przy brzuszkach czy płotkach, a na koniec wspinać się ciemną nocą do zamku przy świetle jednej słabej latarki. Wszystko to w atmosferze wzajemnego wsparcia i życzliwości. Zaprzyjaźniliśmy się. Myślę, że spotkamy się najdalej za rok w Jakuszycach.



Jakuszycka Dycha
Bałam się tego startu i jednocześnie miałam na niego ogromną ochotę. Przebiegliśmy całą trasę w spokojnym tempie dwa dni przed startem. Dało mi to duże poczucie bezpieczeństwa. Wiedziałam, gdzie jest ślisko, a gdzie są zdradliwe kamienie przy zbiegu. Pamiętałam, żeby nie dać się nabrać na kręty podbieg, który kilkakrotnie oszukiwał, że się kończy tuż-tuż. Pamiętałam rady Darka, żeby uspokoić oddech po podbiegu, zanim zacznę zbiegać. Pamiętałam miejsce, w którym można zacząć finisz.

Poranek zaczął się od startu Mateusza, któremu kibicował prawie cały nasz obóz. Potem rozgrzewka i w góry. Pierwszy podbieg zaliczyłam z „tempomatem” Leszkiem, który w równym, spokojnym tempie poprowadził mnie na początku. Potem zostałam sama z górami. Cudowna jest atmosfera górskich biegów, bardziej kameralnych, malowniczych, a jednocześnie wymagających. Zbiegając z góry chce się lecieć i fruwać. Trzeba jednak pamiętać, że zmęczone nogi i pośladki dadzą o sobie znać już za chwilę na podbiegu. Trzeba dobrze znać swoje ciało, swoje możliwości, i wykorzystać je mądrze.

Na ostatnim zbiegu nie ograniczałam już prędkości, czerpiąc energię z biegu. Dlatego finisz był trudny. Dało o sobie znać zmęczenie, pojawił się beton w nogach. Prawie stanęłam z bólu. Darek uczył nas, jak truchtać lub energicznie iść, aby ten beton „wytrząchnąć”. Po 200 metrach udało się rozruszać. Zostały ostatnie dwa kilometry, w tym jeden mały podbieg. Było ciężko, chciałam poprawić czas treningowy, ale jednocześnie nie ryzykować kontuzji. Udało się. Dobiegłam do ostatnich 300 metrów. Marcin Świerc – zwycięzca Jakuszyckiego półmaratonu, jeden z najlepszych biegaczy górskich – dopingował dobiegających do mety do ostatniego wysiłku. Dodatkowej porcji energii dodawał głos spikera, który motywował finiszujących, wywołując ich z imienia i nazwiska.



Czas na maraton
Odpoczęłam. Wyjazd spełnił swoją rolę. Wróciliśmy do Warszawy i wpadliśmy w kocioł ważnych codziennych spraw. Początek roku szkolnego. Zaległości w pracy. Ostatnie przygotowania do maratonu.

Cieszę się, gdy trener mówi, że obóz w górach dobrze mi zrobił. Martwię się, że nie mam czasu wysypiać się tak, jak trener zaleca. Cieszę się, bo po bieganiu w górach wróciła kondycja. Martwię się i cieszę na przemian. Trener mówi, że to normalne.

Padają ostatnie zalecenia. Przed nami ostatni tydzień. We wtorek na Agrykoli podczas otwartego treningu dla debiutantów będzie można usłyszeć, jak ktoś, kogo sukcesy podziwia biegowa brać, opowie o swoim pierwszym maratonie. Startujesz – tak jak ja – po raz pierwszy w życiu w maratonie? Przyjdź 22 IX o godz. 18.00 na Agrykolę. Zastanawiasz się, kto to będzie? Nie mogę Ci powiedzieć. Niespodzianka. Ale uwierz mi, że warto. Wszystkie informacje znajdziesz tutaj.
Trwa ładowanie komentarzy...