Maciej Hassa: Sześciopak biegowy

Nieuchronnie zbliża się koniec naszego programu. W marcu zeszłego roku podjęliśmy wyzwanie przebiegnięcia maratonu. Właśnie dobiega końca czas przygotowań. Co dało mi te półtora roku? Całość w pigułce zmieściła się w sześciopaku biegowym.

Oczywiste i podstawowe plusy biegania postanowiłem zmieścić w sześciu punktach dzieląc je na dwie kategorie: zalety psychiczne i fizyczne. Nie wywyższam przy tym żadnej z tych grup. Obie są tak samo ważne i mają ogromny wpływ na moje życie.

Zacznę od tego co bliżej głowy. Pierwsze co zawsze przychodzi mi na myśl, kiedy zastanawiam się nad tym co dało mi bieganie jest dystans do rzeczywistości. Ta godzina (no może dwie) spędzone trzy razy (no może pięć) w tygodniu sam na sam ze sobą pozwalają przemyśleć najważniejsze sprawy. Przemyśleć na różne sposoby, a tym samym podejmować lepsze decyzje. Co to są lepsze decyzje? To takie, na które możesz spojrzeć z różnych stron, zwarzyć ewentualne ryzyka, a tym samym je ograniczyć.

Drugim punktem w menu psychicznym jest spokój. PZU zapewnia spokój dzięki ochronie ubezpieczeniowej, a ja zdobyłem go dzięki bieganiu. Ten czas pozwala mi odreagować. Na co dzień sprawy pędzą tak szybko, ze stres jest nieodłączną częścią mojego życia. Podczas wysiłku nauczyłem się z niego oczyszczać. Dzięki temu jestem spokojniejszy w domu, w pracy i w wielu codziennych sytuacjach.

Przechodzimy do spraw związanych z ciałem. Od marca zeszłego roku, a właściwie stycznia, bo proces planowanej zmiany zacząłem 1 stycznia 2014 r. „straciłem” już 30 kg. Ze 110 kg kolosa, jestem obecnie 80 kg, normalnym facetem bez brzucha. Myśl o stracie tego „atrybutu” męskości większości polskich mężczyzn nastraja mnie naprawdę optymistycznie. Łatwiej wiąże buty, mniej się pocę, męczę i robię tysiące rzeczy, które z 30 kg plecakiem zawieszonym z przodu mnie wykończały.

Kiedy zapisywałem się do programu wiedziałem, że nie powinienem biegać. Zniszczone przez piłkę nożną kolana i delikatnie uszkodzony kręgosłup pozwalały mi, w opinii specjalistów, jedynie pływać na basenie. Nie posłuchałem jednak rad, a efekt jest taki, że czuję się znacznie lepiej niż przed. Mój szkielet mięśniowy wzmocnił się na tyle, że mimo 60 km przebiegniętych tygodniowo moje kolana czują się lepiej niż kiedyś, a kręgosłup również lepiej znosi codzienną, siedzącą pracę. To jednak jedyny punkt z sześciopaku, w którym nie chcę nikomu pisać, że podobnie będzie u niego. Kwestie ortopedyczne są bardzo osobistymi sprawami. Milimetrowe różnice w przepuklinie lędźwiowej mogą decydować o tym, że ktoś właściwie może nie móc chodzić. Tak więc warto do tego podejść indywidualnie, bo nie u każdego może to wyglądać tak jak u mnie.

Piątym punktem z sześciopaku jest siła, która pcha nas do przodu zarówno podczas codziennych wyzwań jak i biegu. Wydawać by się mogło, że bieganie jest wyczerpujące. Nic bardziej mylnego. Im więcej biegam tym więcej siły mam na co dzień. Kiedy mówię, że na trening wstaje o 5.30 ludzie patrzą na mnie jak na wariata, ale zapewniam, że spokojnie jestem w stanie funkcjonować na wysokich obrotach do północy.

Ostatnią ważną rzeczą jest moje ogólne zdrowie. Nie mówię tutaj o tym, że mam w końcu dobre wyniki badań krwi (w tym m.in. cholesterolu), choć tak też jest. Przede wszystkim mniej choruję. Nie łapią mnie tzw. codzienne infekcje lub jeśli już nawet, to przechodzę je znacznie lżej niż poprzednio. To co kiedyś było zapaleniem gardła lub oskrzeli dziś powoduje co najwyżej katar. Organizm jest po prostu silniejszy.

Podsumowując zachęcam wszystkich do biegania, bo #biegajnazdrowie☺
Trwa ładowanie komentarzy...