O autorze
HR-owiec, Project Manager, Koordynator sponsoringu… Drużyna pracowników PZU jest naprawdę różnorodna, by nie rzec – kontrastowa. W jej skład wchodzą trzy panie i dwóch panów, a konkretnie:

Ewa Koprowska – miłośniczka aktywnego wypoczynku, choć sportu nie uprawia regularnie. Jej udział w projekcie to jej własny prezent dla siebie na urodziny.

Weronika Merklejn – młoda matka cierpiąca na niedobór wolnego czasu. Teraz postanowiła go jeszcze bardziej ograniczyć, poświęcając się treningom. Choć znając realia macierzyństwa to trening może być właśnie wymarzonym czasem wolnym.

Sylwia Stachowicz – łączy i godzi z sobą wiele pasji i przeciwstawnych natur. W domu ma psa i kota. Do programu dołączyła… z przekory.

Maciej Hassa – zdrowy styl życia to jego priorytet i marzenie. Ciągle jednak coś przeszkadza mu je w pełni zrealizować. Aby nabrać dobrych nawyków i pokonać przeciwności, zgodził się poddać półtorarocznemu reżimowi treningowemu.

Tomasz Jemioło – do uczestnictwa w programie popchnęła go chęć powrotu do formy sprzed lat, od której odszedł oddając się życiu rodzinnemu i opiece nad dziećmi.

Sylwia Stachowicz: Bladym świtem

Budzik nastawiony na 4:00. Jeszcze lekko szaro za oknem i nawet słońce nie wstało. Ja za to tak. Wkładam buty, szorty i wybiegam... a raczej udaję się na kolejny wyścig z upałem. Już o świcie wiem czy trening będzie wykonany tak jak trzeba. Chciałoby się więcej, a można tyle na ile pozwoli na to zabójcza temperatura.

Pisałam już wielokrotnie o tym jak bieganie zmieniło moje życie, ale nigdy nie sądziłam, że będę zrywać się bladym świtem żeby biegać... a jednak! Spostrzeżenie dla tych co na starcie i na początkach swej przygody z bieganiem – bądźcie gotowi na wszelkie szaleństwa, które będą się zdarzać w Waszym życiu po podjęciu tej, zdawałoby się, zwyczajnej decyzji :).

Lato w tym roku jest wyjątkowo przepiękne dla tych co wypoczywają na zasłużonych urlpach. Gorzej z tymi, co zmagają się mozolnie z wieloma kilometrami na trasie. Ja sama nie bardzo sobię radzę w takich temperaturach i bardzo szybko się męczę. Wkładam w to wszystko dużo wysiłku i potrzebuję dokonać wielu negocjacji w swojej głowie by zdecydować o samym wyjściu z domu. Gdy już wyjdę – walczę by nie zrezygnować. Ale nie można też tej letniej porze odmówić kilku zalet :). Bo przecież biega się naprawdę skąpo ubranym, można się bez długiego zalegania na słońcu pięknie opalić, a i widok mijanych po drodze „współbiegaczy“ jest całkiem przyjemny :).

Mój największy problem z którym teraz mozolnie się zmagam to woda i potrzeba wlewania w siebie jej całych litrów. Mój organizm (co wcale nie jest dobre) nie odczuwa potrzeby pić tak wiele. Jednak teraz, podczas tych upałów ma to natychmiastowe i niefajne skutki . Czuję, chyba po raz pierwszy raz w życiu, co się dzieje przy odwodnieniu. Kiedy nagle wysychają wszystkie śluzówki i nawet trudno się mruga, nie wspominając o trudności z wypowiedzeniem choćby słowa wyschniętymi jak wiór ustami. Serce wali jak oszalałe choć dopiero podejmujemy wysiłek. Ostatnio, w połowie treningu czułam się tak jakby nagle ktoś wyjął ze mnie baterie, a zdarza sie to przy moim ogólnym nadmiarze energii bardzo rzadko. Od tego razu zabieram, choć to dla mnie mało komfortowe, pas z bidonem pełnym wody, a w dłoń chwytam jeszcze jedną, dodatkową butelkę i dopiero startuję.

I już nawet nie grymaszę, że za parę chwil, gdy sięgam po wodę jest ona obrzydliwie ciepła. Najważniejsze, że jest – bo naprawdę bez wody nie ma życia!
Pozostaje jeszcze przede mną nauka jedzenia w czasie długiego biegania. Ciągle główkuję czym zastąpić te produkty, których nie lubię: żele, banany, migdały, kawałki czekolady? Do września na pewno znajdę coś dla siebie. Bo już nie dyskutuję i wierzę tym co wiedzą lepiej. Wiem, że bez „paliwa“ daleko nie pojadę... znaczy daleko nie zabiegnę.

I tak sobie piszę o tej wodzie, żelach i bananach na trasie, a w głowie tak naprawdę mam tylko jedną myśl – czy dam radę? Nie wiem czy to dla mnie. Zwyczajnie, strasznie sie boję. Dystansu, bólu, trudu, smaku porażki. Strach, zwątpienie i całe morze wątpliwości. Chyba trzeba to po prostu ZAPIĆ wodą.
Trwa ładowanie komentarzy...