NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Ewa Koprowska: BIEganie zamiast BOtoksu

Jestem biegaczem. Dlatego nie zdziwisz się gdy napiszę, że ciągle jestem w biegu – w pracy, w domu i na treningach. Przygotowania do maratonu w ramach #biegajnazdrowie trwają już ponad rok. Przebiegłam połówkę, zmieniłam swoje ciało, nauczyłam się skupienia na tym co najważniejsze. Zrozumiałam, że trzeba zrezygnować z wielu małych sukcesów aby osiągnąć ten najważniejszy. Skupienie na dobrze określonym celu jest jedyną drogą do zwycięstwa. Ta zasada odnosi się do wszystkich wymiarów naszego życia.

Poniższy tekst jest przeznaczony głównie dla kobiet i koncentruje się na kobiecym ciele w sposób mało interesujący dla mężczyzn. Dlatego panów o słabych nerwach i żołądku proszę o zaniechanie lektury. Czytacie na własną odpowiedzialność.

Co z tym botoksem ?
Mam czterdzieści lat. To trudny wiek dla kobiety. Moje ciało się zmienia, sprawność spada. Do wyboru jest kilka ścieżek. Jedna to nie robić nic – zdecydowanie wbrew mojej naturze. Druga – to współczesna kosmetyka. To również nie dla mnie. Skalpela się boję, na chemię mam uczulenie. Poza tym, w moim odczuciu, to droga na skróty – kosztowna i bez odwrotu. Pozostaje wariant trzeci - sport.

Sport działa na ciało kobiety w dwóch wymiarach: fizycznym i psychicznym. Dobroczynny wpływ aktywności fizycznej rośnie wykładniczo. Ruch powoduje lepsze samopoczucie fizyczne oraz – dzięki endorfinom - psychiczne. Ogólnie znana jest magia hormonów, wywołujących stan euforii u biegaczy. Oczywiście trzeba się sporo napocić, żeby tego doświadczyć. Aktualnie mój mózg otrzymuje swoją pierwszą dawkę endorfin dopiero około siódmego kilometra. W nagrodę za wysiłek, wracam do domu spocona i nie boję się spojrzeć w lustro. Przestaję się porównywać do modelek z kolorowych pism i zauważam zmiany na lepsze. Jestem OK.

Ania Kuczkowska, nasza fizjoterapeutka podkreśla, że poniżej szyi również jesteś człowiekiem. Rozumiem to tak, że dla każdego włókna z którego składa się nasze ciało powinniśmy mieć mnóstwo cierpliwości i miłości. Podaruj sobie w prezencie mnóstwo wody i tlenu, czas spędzony w ruchu, wysokiej jakości proste pożywienie, okazjonalnie masaż oraz jak najczęściej uśmiech.



Uzupełniając bilans roku w programie #biegajnazdrowie wspomnę, że kosmetyczka zwróciła uwagę na zmianę skóry. Dzięki diecie, bieganiu i lepszemu nawodnieniu pewne zmiany się zatrzymały. Moja skóra jest lepsza niż była 2-3 lata temu. Dziewczyny, bieganie jest lepsze niż botoks czy skalpel. Zdecydowanie tańsza opcja i bez skutków ubocznych.

Bez skutków ubocznych…

Przyroda jest symetryczna. Brak skutków ubocznych tutaj oznacza konsekwencje gdzieś indziej. Ogólnie wiadomo, że do biegania służą głównie stopy. Nasze śliczne, wypieszczone i zmiękczane kobiece stópki są nieustannie narażone na obtarcia i przegrzanie a w konsekwencji skóra twardnieje i robią się różne paskudztwa. Paskudztwa chciałoby się pousuwać bo uwierają i nie są ładne, jednak zdecydowanie odradzam. Mechaniczne usuwanie to równia pochyła. Najlepsze skutki odnoszą kwasy owocowe wymagają jednak abstynencji biegowej przez 2-3 dni po zabiegu. Na własnej skórze doświadczyłam poparzenia stóp po przebiegnięciu około 25 km na drugi i trzeci dzień po zastosowaniu kwasów. Konsultowany dermatolog kazał potem na tydzień odstawić bieganie a dodatkowo jeszcze przez dłuższy czas musiałam po treningu moczyć stopy w wodzie z lodem. Swoją drogą taka kąpiel dla stóp jest bardzo przyjemna. Dodam jeszcze, że abstynencja biegowa lub trucht na niskim tętnie jest zalecany również na drugi dzień po depilacji.

Samodyscyplina umysłu

„Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze jest, byś był lepszy od samego siebie z dnia wczorajszego” - Mahatma Gandhi

Uwielbiam ten cytat. Staram się patrzeć na to, jak się zmieniam zamiast na to, jacy są inni. Dzięki temu jestem szczęśliwym człowiekiem. Najczęściej. Czasem mi to nie wychodzi. Na przykład w ostatni wtorek. Opowiem po kolei.

Poszliśmy na trening całą rodziną. Grzegorz Zwierzchoń – nasz trener – pokazał moim chłopakom jak skakać w dal, dzięki temu pomimo zaawansowanego wieku niektórych, wszyscy moi chłopcy zostali przy piaskownicy. Chłopcy skakali w dal a ja kręciłam interwały, na dość niskim tętnie ze względu na niedawną obturację oskrzeli. W międzyczasie przybiegli koledzy po morderczym treningu i rozmawiając z trenerem czekali aż skończę.

- Czy to zawsze tak wygląda, że biegasz w kółko po Agrykoli a chłopaki stoją i się gapią ? – zapytał dobiegając do mnie Mąż.

Nie zawsze. Ale często. Dlatego, że jestem najsłabsza. Nie potrafię biegać tak szybko i tak daleko jak oni. Zapewne nigdy już nie będę tak biegać. Frustracja rosła, gula w gardle zaburzyła spokojny oddech, musiałam zatrzymać się i wykasłać.
Wtedy przypomniałam sobie:

„Jeżeli Twoja szklanka jest do połowy pusta zamiast do połowy pełna przelej do mniejszej i nie wk*wiaj ludzi” - Autor nieznany (mi)

No więc jaki jest mój cel? Na czym powinnam się skupić? Prześcignąć Maćka? Dogonić Krzyśka? Nie. Kompletnie mi to nie jest potrzebne.

Moim celem jest przebiec pod koniec września maraton. Przebiec w wymaganym czasie. Mam 390 minut na pokonanie biegiem lub marszobiegiem 42,195 km. Tylko tyle i aż tyle. Nadal przerażające zadanie na miarę moich możliwości. Kiedyś umierałam po pierwszym kilometrze. Potem po pięciu. Po dziesięciu. W marcu przebiegłam półmaraton w czasie 126 minut. We wrześniu czekam mnie podwójna odległość i ponad trzy razy tyle czasu. Powinno się udać.

Dzięki temu, że patrzę na postępy chłopaków łatwiej zmobilizować się do pokonywania samej siebie. Nawet wtedy, gdy po chorobie lub zaniedbaniu kondycja spada na pysk. Wtedy trzeba wstać i odważnie spojrzeć w przyszłość. Maraton już za dwa miesiące. Nie ma co się rozklejać. Będę trenować i dam radę. Uspokojona poszłam do chłopaków, żeby razem porozciągać się na zakończenie treningu.

Epilog

- Kochanie, jak ja przebiegnę ten maraton ? – pytam małżonka lekko przerażona po przestudiowaniu trasy
- Powoli – spokojnie odpowiedziało Kochanie.

Trwa ładowanie komentarzy...